na fotelu u dentysty

Data dodania: 2013-03-27

dziecko, życie codzienne, stomatolog, próchnica

Spojrzałam dziś w gębule Gabrysia. Oczy przecieram, raz jeszcze, i znowu - na czwórce, wyrżniętej nie dalej jak dwa tygodnie temu, brązowa plama.
Próbuję plamę paznokciem zdjąć - nic.
Myjemy zęby - nic.
Szczoteczka elektryczna w ruch -plama jest.
Popłakałam się. Jak to, mój mały, śliczny chłopczyk ma próchnicę? Nie, nie, nie !
Dzwonię do mamy. Przyjechała. Obie oglądamy.
Brązowa plamka jak nic!

Poszliśmy na spacer i przy okazji wstąpiliśmy do dentysty.
Pani doktor prosi, żebym usiadła na fotelu i wzięła Gabrysia na kolana.

Siadam.
Biorę.
Tłumaczę, że teraz pani doktor zajrzy mu w buzię, aby obejrzeć ząbki.
Zapaliła się lampa. Pani doktor bierze lusterko. Gabryś otwiera buzię. Pani doktor ogląda ząb.

Werdykt: nie próchnica.
Może jakieś przebarwienie? Uroda zęba? Nie wiadomo. Za miesiąc mamy skontrolować.

Idąc za ciosem chciałam sprawdzić pozostałe ząbki, ale już Gabiś nie otworzył buzi. Zaczęła się histeria więc daliśmy spokój.

Gabryś podziękował pani doktor, zrobił papa, a uspokojona ja odechnęłam.


dodaj komentarz

Komentarze: 1.

winda

Data dodania: 2013-03-26

życie codzienne

Zacięła się winda, którą jechaliśmy.
Pod przyciskiem „Alarm” odezwała się miła pani informując, że „oni już nie obsługują naszego bloku”.
Ktoś z zewnątrz zadzwonił po pomoc.
My śpiewaliśmy, tańczyliśmy pingwinka, bawiliśmy się znalezionym na podłodze biletem ztm, oglądaliśmy się w lustrze, szarpaliśmy za wózek, dotykaliśmy kół, siedzieliśmy na podłodze...
Uratowali nas dzielni strażnicy miejscy :)
Na koniec Gabryś podziękował wszystkim rozsyłając sto uśmiechów i podając rękę wybawicielem.

Mój mały, dzielny chłopczyk.


dodaj komentarz

Komentarze: 3.

bawimy się

Data dodania: 2013-03-25

życie codzienne, zabawa

Przepis na pyszną zabawę:

- 3 łyżki kaszy jaglanej

- 2 łyżki kaszy mannej

- 1 herbata ekspresowa

- szczypta majeranku

- i zgoda mamy ;)


dodaj komentarz

Komentarze: 2.

domowo

Data dodania: 2013-03-24

dziecko, życie codzienne, rodzicielstwo

Na lodówce babci Ewy wisiały magnesy w kształcie znaków zodiaku wszystkich domowników. Później pojawiły się na niej zdjęcia. Cała masa zdjęć naszej rodziny.
Dziadek Włodek i Babcia Ewa przytulenia nad jeziorem. Agnieszka we Włoszech. Ja, Marta i Babcia na rynku w Zamościu. Malutki Kacperek. Wiedziałam, że jak kiedyś będę mieć swoją lodówkę, to właśnie tak ją z zewnątrz zagospodaruję.

A później, gdy robiliśmy remont i zastanawialiśmy się nad zabudową, pomysł szybko upadł, bo jak do zabudowanej lodówki przyczepić zdjęciami magnesami?

Moje ulubione to te z kotami. Wykupiłam całą kolekcję w Empiku. I pamiątkowe z Egiptu, ukochanego wakacyjnego kierunku. Rybki, popiersia faraonów, żółwie. Drewniany krecik przywieziony przez Ciocię Kłopotek z Czech. Oryginalne, w formie magnesu, zaproszenie na jej ślub z Kłopotkiem Wujkiem. Matrioszka, ale od kogo?
Nasze, Kamila i moje, magnesy na lodówce.
Przytrzymywały zdjęcia. Pyszczek Rudolfa w zbliżeniu. Klemens leżący na kanapie w śmiesznej pozie. My przytuleni. My na quadzie na pustyni. Ważne informacje do zapamiętania. Ulotki z pizzerii.
Przez chwilę było nawet zdjęcie usg z kilkucentymetrowym Gabrysiem w brzuchu.

Te magnesy sprawiały, że było tak po naszemu. Że kuchnia była taka nasza, domowa. Mimo sterylności i porządku. Bo porządek w kuchni wielbię. Szafki umyte, blaty wytarte. Zlew pusty. Tylko to co konieczne na zewnątrz stoi, reszta schowana. W pudełkach, pojemnikach. I te zdjęcia i karteluszki na tej lodówce, magnesami przytrzymywane, nawet przekrzywione – to były po mojemu przekrzywione.

A potem syn odkrył magnesy.
Jak na nogi wstał i świat z innej perspetywy oglądać zaczął.
Odkrył też, że tak fajnie się przesuwają. I że jak się szarpnie za to zdjecie, to ono zleci na podłogę. A później można je zjeść! I magnes też! Nie można? A rzucić? O wpadło za szafę...mama wyjmie.

I tak, z tygodnia na tydzień, coraz mniej magnesów na lodówce pozostawało.

Jakiś utonął w wannie, inny w toalecie, kilka (naście?) leży za szafą, lub w innych miejscach; jeszcze nieodkryte. Niektóre się potłukły. Inne zostały obślinione i nadjedzone. Ostały się trzy. I te rączki moje małe, pulchne, ukochane, jeszcze walczą o ich zagładę.
Lodówka straszy pustą ścianą.

Tylko pod Słońce.
Gdy ze spaceru wracamy.
I ukucnę w przedpokoju, żeby buty mu zdjąć.
Widzę, że na lodówce teraz dziesiatki małych rączek odbitych.
I nadal jest po naszemu.
Domowo.
Mimo, że bez tych magnesów ułożonych, o których zawsze na lodówce marzyłam.

 

dodaj komentarz

Komentarze: 4.

postu nie będzie

Data dodania: 2013-03-21

życie codzienne

Gotowanie. Odkurzanie. Żegnanie. Zmywanie. Sprzątanie.
Mycie okien w asyście syna chodzącego po domu w kurtce.
Zapieranie pieluch. Pilnowanie. Karmienie.
Tańczenie. Układanie. Śpiewanie.
Udawania psa, konia, kozy, owcy i ślimaka, który w końcu i tak nic nie robi „tylko elegancko porusza czułkami”.
Usypianie.
Zakupy, bo na sobotni obiad zupa tajska z przepisu Cioci Kłopotek.
Szykowanie się do jutrzejszego całodziennego wyjazdu do miasta Łódź na zebranie stowarzyszenia.
Robienie listy zakupów. To przy okazji umyję lodówkę, bo brudna. I lampę. I blat. I front tej szafki, co przy niej wczoraj Gabryś klopsa jadł. Podłogę.
Spacer, obowiązkowy, codzienny, minimum godzinny.
Po pieczywo do piekarni, bo tylko stamtąd chleb nam smakuje.
Warzywa do sałatki skroić.
Spis rzeczy ważnych, i całkiem nie, dla Mamy, która jutro z Gabem zostanie.
I...
I....
I jeszcze coś.
 

Siedzenie w domu z 15 miesięcznym Gabrysiem ma tyle wspólnego z siedzeniem, ile dzisiejszy zimny, szary, śnieżny Pierwszy Dzień Wiosny z wiosennym dniem.
Dlatego dzisiaj postu nie będzie.


dodaj komentarz

Komentarze: 3.

lewa, górna czwórka

Data dodania: 2013-03-20

JEST !

połowa czwórek za nami... ufff !


dodaj komentarz

Komentarze: 1.

gabrysiowo

Data dodania: 2013-03-18

dziecko, życie codzienne

Odkurzacz to super środek komunikacji po mieszkaniu. I daje wspaniałe efekty dźwiękowe!
Gdy zamykają się drzwi na klatce schodowej, trzeba przerwać zabawę i zastygnąć w bezruchu. Może to do nas ktoś przyjdzie?
Jak smakuje klocek lego? Czy zmieści się cały w buzi?
Sprawdzę, czy wszystkie skrytki pocztowe otwierają się tak samo?
Ręce mamy są niezastąpione.
Tak pięknie pachnie w piekarni. Natychmiast trzeba spróbować tej bułki.
Smoczek to rzecz niezbędna. Zawsze i wszędzie.
Śmieci warto przejrzeć przed wyrzuceniem. Najlepiej kilka razy w ciągu dnia.
Jak chlapie woda?
Czy ogon kota można urwać?
Jedzenie kotów jest przepyszne. Lepsze niż bio warzywne zupy mamy.
Taty telefon zawsze w prawej kieszeni, ale co stoi na przeszkodzie, aby to potwierdzić?
Wanna to super sprzęt. A jaki pojemny! Mieści i klocki i zabawki i buty i skarpety taty.
Gdy zrobie papa lub brawo, dam cześć lub pokażę gdzie mam włosy, wszyscy od razu się uśmiechają. Jacy dorośli są prości w obsłudze!
Spać trzeba. W nocy z minimum 6 przerwami.


dodaj komentarz

Komentarze: 3.

noc

Data dodania: 2013-03-17

kot, dziecko, zwierzęta, wspólne spanie

21:02  Gabryś śpi.
21:05  Koty zaczynają nocne życie.
22:32  Leżymy z kotami na kanapie i oglądamy film.
23:01  Kamil mnie budzi, żebym poszła spać do sypialni.
23:17  Kładziemy się spać.
1:13  Gabrys płacze, a moje nogi są zdrętwiałe, bo koty na nich spały.
1:17  Gabryś śpi, kładę się z powrotem do łóżka.
1:21  Klemens kładzie się przy mojej twarzy.
1:35  Gabryś płacze, wstaję i daję mu smoczka.
1:38  Kładę się z powrotem do łóżka.
1:47  Gabryś płacze, wstaję i daję mu smoczka.
1:49  Kładę się z powrotem do łóżka.
1:51  Wstaję i przykrywam Gabrysia.
2:05  Gabryś płacze, wstaję i biorę go do nas do łóżka.
2:08  Rudolf przechodzi po Gabrysiu.
2:09  Gabryś płacze, budzę Kamila, żeby go pilnował a sama idę zrobić mleko.
2:10  Gabryś pije mleko.
2:15  Gabryś, Kamil i koty śpią u nas w łóżku, a ja wstaję i idę do łazienki.
2:16  Kładę się z powrotem.
2:40  Gabryś płacze: tulę, tulę, tulę...
2:54  Gabryś płacze: tulę, tulę, tulę...
3:17  Gabryś płacze: tulę, tulę, tulę...
3:50  Gabryś płacze: tulę, tulę, tulę...
4:05  Daję Gabrysiowi krople do nosa.
4:10  Gabryś śpi w swoim łóżeczku.
4:15  Rudolf miaucze,
4:19  Klemens zasypuje zwirek w kuwecie.
4:22  Klemens je chrupki.
4:45  Rudolf miauczy.
5:20  Rudolf drapie w szafę.
5:26  Klemens drapie w drapak.
5:50  Rudolf miauczy przy łóżeczku Gabrysia.
5:52  Zasypiam z dwoma kotami leżącymi na mojej głowie.
7:02  Rudolf miauczy.
7:30  Gabryś wstaje.
 
Jak to dobrze jest w nocy odpocząć.

dodaj komentarz

Komentarze: 4.

Mewa robi kłak, kłak

Data dodania: 2013-03-15

zwierzęta, życie codzienne, spacery

Jest rano. Tata Gabrysia wyszedł już do pracy.
Ścielę łóżko.
Gabryś, to już niemal tradycja, stoi na nocnej szafce i patrzy przez okno. Pielucha po nocy wisi mu przy kolanach.
Spogląda na mnie, niepewnie, czy każę mu zejść, czy stanę obok i z nim popatrzę? Staję.

Rano ptaki latają najintensywniej.
Zlatują z dachu naszego bloku, lądują na latarni, pobliskim parkingu, drzewach.
Ptaki czarne i białe. Wrony i rybitwy.
W lecie latały też gołębie, ale teraz ich nie widać. Tak samo jak kaczek z pobliskiego parku.
Minuty, uzbierane już w godziny, stania na parapecie i obserwacji ptaków. Gabryś wyciąga swój malutki paluszek i mówi ‘ooo...’ - taki zdziwony. Spojrzy na mnie, usta rozdziawi, w oczach pytanie.

Zdaje się dziw nad dziwy, taki ptak.

Rano ptaki ćwierkają jak szalone. Wszystko słychać w łazienkowym kominie wentylacyjnym gdy myjemy zęby.
A potem oglądamy ptaki w książeczkach.
Jak robi ptaszek Gabrysiu? Ćwir, ćwir, ćwir? Kra, kra?".
„Mewa robi kłak, kłak".
I chleb zbieramy przez cały tydzień. Kawałki wczorajszego chleba, równo przez tatę pokrojone
w kosteczki, którymi Gabryś później nakarmi kaczki w parku.
Wyczekujemy sprzyjającej pogody, żeby ciepło się ubrać, twarz kremem na mróz posmarować
i ruszyć w drogę. W parku poszukamy kaczek, jakiś w głębszej cześci, bo może bardziej głodne? A przecież jak tylko rzucimy pierwszą garść, zaczną zlatywać zewsząd.
A to taka radość! Tyle ptaków w jednym miejscu. Tak blisko. Niemal na wyciągnięcie ręki.
I później gdy już będziemy wracać, palec bez rękawiczki, będzie pokazywać wszystkie mijane ptaki.
A wyjęty z wózka ganiać je będzie, pełen nadziei, że się uda złapać. A później taki zawód, że odleciał.
I tylko paluszek, wyciągniety w stronę nieba, a później rączki rozłożone w geście "nie ma".

Tak sobie, wspólnie, odkrywamy ptaki na świecie.


dodaj komentarz

Komentarze: 4.

Gabriel i jego koty

Data dodania: 2013-03-12

kot, dziecko, zwierzęta, niemowlę

Obudziłyśmy się rano, i na poduszce, po środku spał kotek.
Mały, szary kotek.
Radość, niedowierzanie, pytania do mamy „Naprawdę nasz?”...
Karina.

22 lata temu zamieszkał ze mną pierwszy kot. I potem koty mieszkały z nami już zawsze.
 
 
Wiedziałam, że w moim dorosłym życiu też będzie kot. Niedługo po tym jak zamieszkaliśmy razem pojawił się Klemens, a później Rudolf. Nasze koty.
 
Zawsze po 21, gdy Gabryś już śpi, naczynia zmyte, a owoce zjedzone Rudolf staje na parapecie i zaczyna miauczeć.
Czasem obudzi Gaba, a czasem nie.
Zawsze na podłodze naszego mieszkania można znaleźć rozniesione ziarenka kociego żwirku.
Czasem Gab je zje, a czasem nie.
Zawsze po nocy w trybie pilnym trzeba odkurzyć kanapę. Prześcieradło. Dywan. I podłogę też.
Czasem? Nie! Zawsze mamy sierść na ubraniu.
Kocie miski stoją na blacie w kuchni, chociaż wcale nie tam jest ich miejsce.
Czasem koty i tak zrzucą mu chrupka do schrupania, którego nie da sobie żadną siłą odebrać.
Drapak to obowiązkowy mebel naszego mieszkania.
Lubią go koty. Czasem Gabryś też.
Żwirek w kuwecie tak fajnie się przesypuje. Wie o tym cała nasza trójka.
  
Koty nauczyły Gaba cierpliwości. Dzielenia się. Delikatnego dotyku. Rzucania.
Gabryś rozumie, że kot może nie mieć ochoty na głaskanie (zaskakujące, że analogicznie, nie może zrozumieć, że ja nie mam siły nosić go przez cały dzień).
Nawet gdy Gab płacze, a kot przejdzie obok niego - pogłaszcze go. To taki piękny dotyk, tych jego małych, pulchnych rączek. Wita się z nimi każdego dnia. Dzieli posiłkiem. Bawi.
Godzinam biega i ciągnie za sobą sznurek z przyczepioną myszką - byleby kot za nim biegł. Ściga się z nimi w tunelu.
Nawet patrzenie na kota, który się myje lub goni własny ogon, sprawia mu radość. Skąd wiem? Bo śmieje się wtedy jak nigdy.
 
Gabryś wie, że kot to również obowiązek.

Gdy tylko usłyszy, że żwirek w kuwecie jest przesypywany, przerywa zabawę i pędem biegnie do łazienki. W tym momencie ja porzucam czynności wszelakie i pędzę za nim.
Gab staje w drzwiach ubikacji. Palcem pokazuje na kota i kuwetę. Po chwili przepędza okrzykami wystraszonego Rudolfa, któremu natura każe przysypać co wydalił.
Próbuję Gaba przekonać, żeby wyszedł z ubikacji. On ma jednak inne plany. Pokazuje paluszkiem, że mam wziąć łopatkę w rękę. Sam podnosi deskę i czeka aż wszelkie nieczystości wrzucę do toalety. Na moją prośbę z wielkim hukiem ją opuszcza (dobrze, że opuszcza ;)). Czeka aż spuszczę wodę i biegnie do łazienki, gdzie myjemy ręce.
Mam nadzieję, że jak dorośnie z takim samym zapałem i chęcią będzie sprzątać po kotach.  
 
Czytasz to Synku Ukochany?
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

dodaj komentarz

Komentarze: 5.

jęczy

Data dodania: 2013-03-11

dziecko, niemowlę, życie codzienne

Weź mnie na ręce. Weź mnie na ręce. Weź mnie na ręce!

Weź mnie na ręce i wstań. Weź mnie na ręce i wstań. Weź mnie na ręce i wstań.

Weź mnie na ręce, wstań i idź tam, gdzie ja chcę. Weź mnie na ręce, wstań i idź tam, gdzie ja chcę. Weź mnie na ręce, wstań i idź tam, gdzie ja chcę.

Mamo! Mamo!

Gdzie ja chcę? Gdzie ja chcę? Gdzie ja chcę?

 

Uprzejmie informuję, że po ponad tygodniu jęczenia, zawodzenia, płakania po nocach, wyrywania się z rąk rodziców, rzucania o podłogę, ciągania za włosy, wpadanie w histerię bez powodu, obrażenia na wieczorną toaletę, grymaszenia przy jedzeniu i ogólnego rozbicia stan uzębienia syna się nie zmienił.
Apeluję! Czwórki wyjdźcie!


dodaj komentarz

Komentarze: 3.

współpraca

Data dodania: 2013-03-08

Przeczytałam niedawno, że dzieci zawsze współpracują z rodzicami.
Zawsze.
To rodzice nie współpracują z dziećmi. Jak to w poradniku były przykłady. Trochę mi się rozjaśniło. Poobserwowałam moje i Gabrysia zachowanie. Wdrażam nowe myślenie w życie.
Gabryś nie wyjmuje garnków z szafki ot tak. Współpracuje ze mną w zmywaniu naczyń. Nie chce przeszkadzać, więc znalazł sobie zajęcie.
Gabryś nie wspina się na parapet z nudów. Współpracuje ze mną w odkurzaniu. Nie chce przeszkadzać, więc znalazł sobie zajęcie.
Gabryś nie rozwija bez sensu papieru toaletowego. Współpracuje ze mną w porannej toalecie. Nie chce przeszkadzać, więc znalazł sobie zajęcie.
Gabryś nie ucieka z kawiarni. Współpracuje ze mną i pozwala napić się kawy. Nie chce przeszkadzać, więc znalazł sobie zajęcie.
Gabryś nie rozsypuje żwirku kotów. Współpracuje ze mną w wieszaniu prania. Nie chce przeszkadzać, więc znalazł sobie zajęcie.
I jakoś od razu robi się milej i przyjemniej, jak pomyślę, że on to wszystko z myślą o mnie ;)

A jeszcze jak popołudniu spacer, w prawdziwej wiosennej aurze, w towarzystwie moich ukochanych sąsiadek, bez których każdy dzień byłby trudniejszy, każde ciemne zimowe popołudnie bardziej deprysyjne, upadek z krwią w gratisie bardziej stresujący to już jest bajkowy dzień.
A dzieci na spacerze tak się zachwycały każdym podmuchem wiatru.
I starszym kolegą co im pokazywał jak na hulajnodze fajnie się jeździ. I jak kierownicą hulajnogi fajnie uderza się w czoło.
I pierwsze rowerkowe próby na świeżym powietrzu.
I dobijanie się do zamkniętego placu zabaw.
I psy szczekały. I Słońce grzało. I starsze sąsiadki, co do domu wracały, zatrzymywały się i tej naszej trójce z 10 piętra machały. I nadziwić się nie mogły jak wyrosły.
I nic to, że każde w swoją stronę; że co chwila z ziemi podnosić trzeba było; i ścigać jak na schody wchodziły.
Nic to, bo z wiosennym podmuchem wszystko łatwiejsze się wydaje.


dodaj komentarz

Komentarze: 3.

ja Ciebie też

Data dodania: 2013-03-06

życie codzienne, rodzicielstwo

W nocy wstaje. Mleko szykuje. Smoczek podaje. Tuli. Nosi. Przykrywa, żeby nie zmarzł. I żebym nie zmarzła ja. Mimo, że to jego budzik rano zadzwoni, nieubłaganie, o 6:40.

Rano wstaje z łóżka pierwszy. Wodę na herbatę nastawia. Codziennie to samo pytanie zadaje:
„z cukrem?”. Raz nawet spytałam "po co pytasz, skoro zawsze odpowiedź ta sama?",
a on na to  „a może właśnie dziś będziesz mieć ochotę bez cukru?”. Szykuje śniadanie. Chleb masłem smaruje. Ser żółty dla nas wszystkich kroi. Ogórka ze skórki obiera, bo tak lubi. Zawsze je spokojnie. Herbatę wolnymi łykami popija; ja zawsze na raz. Naczynia zmyje przed wyjściem, bo wie, że później Gabiś uczepiony mojej nogi będzie rozpaczać. Znajdzie jeszcze czas na uśmiech, papa sto razy zrobione, buziak w czoło. I w usta dla mnie.

Nie spieszy mu się nigdy i nigdzie. A zawsze się wyrabia. Zupełnie inaczej niż ja - on ma czas.

W dzień czasem napisze sms „Jak Wam mija dzień?”. A ja nie zawsze odpiszę, bo już biegnę tam i z powrotem.

Zawsze (i gdy wróciliśmy ze szpitala, pierwszy raz, też on) kąpie Gabrysia. Śmiech wtedy słychać w całym domu, i jego głos, codziennie powtarzający dwa zdania:
a teraz na brzuch!”, a po kilku minutach „proszę państwa, oto wychodzący z wanny, ważący tyle co kot Klemens - Gabryś”...potem mnie woła „wychodzimy”. I to ciało małe, nasze wspólne,
a przecież tylko Gabriela, wyciera. Body w zwierzaki i śpioszki w paski zakłada. 9 ząbków umyje.

Świeczki na koniec dnia zapali. A gdy spytam, co za okazja, usłyszę „żeby nam milej było”.
I pytanie, gdy zapatrzona w serial na kanapie siedzę z podkulonymi nogami „przynieść ci bluzę?”.

A na dobranoc „ja Ciebie też...”. A gdy już prawie zasypiam „dzisiaj ja wstaję do młodego”.

Tata. Tata mojego dziecka.

 

a dziś wieczorem jak wróciłam do domu z zakupów, czekał na mnie taki prezent :)


dodaj komentarz

Komentarze: 8.

wypatruje wiosny

Data dodania: 2013-03-05

życie codzienne, spacery


dodaj komentarz

Komentarze: 1.

dadada

Data dodania: 2013-03-04

życie codzienne, rodzicielstwo

Tata Gabrysia zbiera się rano do pracy. Ja jeszcze w piżamie zwracam się do syna: „Gabryś idź pomachaj tacie. Tata wyjdzie zaraz do pracy. Idź synku, tacie będzie miło.” Uczepiony sekundę wcześniej mojej nogi i błagalnym wzrokiem wpatrzony w kubek z parującą herbatą („No daj mi mamo, daj!!!!") - biegnie. Staje w przedpokoju gdzie tata zakłada buty.
Macha, macha, macha.
A buzia jego się cieszy, cieszy, cieszy. (I taty wtedy też.)
Buziak dla mamy! Gabiś nie dostał? Cmok.
Zamknięcie drzwi. Przekręcenie klucza.
Rączki na drzwiach. (Te małe, pulchne, pachnące jeszcze snem, lepkie od śniadania dłonie.)
„Dada, dada, dada”
„Tak Gabisiu, tatuś poszedł do pracy”.
„Dada, dada, dada”...

Poniedziałek.

Uprzejmie informuję, że mamy 9 ząb: górna, prawa czwórka.


dodaj komentarz

Komentarze: 1.

Papa

Data dodania: 2013-03-03

życie codzienne, spacery

Gabryś coraz cześciej odbywa spacer na własnych nogach. Oczywiście obiera odwrotny kierunek swojej wędrówki niż ten, ku któremu mieliśmy zmierzać.
Nic to! Ja wiem co należy zrobić! Ha! Wiele razy widziałam podobny chwyt stosowany przez inne matki uciekających, dwunożnych i niewszystkozębnych ludzi poniżej metra wzrostu.
Stoję więc na cwaniaka i mówię „Gabriel mama idzie. Papa!”.
A syn tylko ochoczo odmachał, i poszedł w świat podwórkowej uliczki. I szedł.
Szedł...
Szedł...
I się nie odwrócił.
A potem ja miałam sprint na 60 metrów.

Tak, tak, przyznaję, w swojej naiwności liczyłam na to, że przybiegnie, wtuli się, poda ufnie rękę
i razem będziemy pokonywać, noga za nogą, osiedlowe alejki.

I tak się zastanawiam, kupić smycz już, czy jeszcze poczekać ;)


dodaj komentarz

Komentarze: 3.

Ciocia Kasia

Data dodania: 2013-03-01

Bywa, że spotykamy kogoś i okazuje się, że jest nam bratnią duszą. Innym razem, tak bardzo byśmy chcieli kogoś polubić, bo przecież fajny z niego człowiek, jednak jest obco, nie po naszemu, rozmowa się nie klei, a kolejne wypite kawy tego nie zmieniają.
Jedni ludzie są nam przeznaczeni na całe życie; inni tylko je wzbogacają i odchodzą. Pozostawiają po sobie ślad w naszej pamięci, czasem duszy, wpis w pamiętniku i ... ciszę. Czasem nigdy już danej osoby mamy nie spotkać. Nie będziemy wiedzieć, czy ma dzieci, gdzie pracuje, na jakim filmie ostatnio była w kinie, czy wino pija białe, czy czerwone. Nawet gdy była dla nas ważna jak siostra, bliska jak tylko przyjaciółka bliską być może i uczyniła kapkę lepszym człowiekiem.

W moim życiu było (i jest!) kilka ważnych kobiet. Przyjaciółek z tamtych lat.
Zosia. Siedziałyśmy w jednej ławce przez całą podstawówkę. Dokładnie: ostatnia ławka, środkowy rząd. Próbowała nauczyć mnie wyplatania bransoletek z muliny (do dzisiaj nie umiem). Gdy na matematyce z cyfr rzymskich odpowiadałam – na kartkach bloku pisała, co ja pisać na tablicy miałam. Po szkole, gdy na spacer z psami wychodziłyśmy; ja psa jej babci prowadziłam - bo ona się wstydziła. A Zosia znowu moją Atę za psa ideał uważała. Jednak wraz z końcem podstawówki i przeprowadzką kontakt się urwał. Pozostał wpis w pamiętniku „Wierna przyjaciółka...”, plus jeden znajomy na naszej klasie i cisza.
Milenka, moja najukochańsza. Kochałam ją, jak tylko dziewczyna, kocha dziewczynę będąc nastolatkę. Nigdy z nikim nie byłam tak szczera, takich tematów w rozmowie nie poruszałam. Byłyśmy jak siostry. Towarzyszyła mi w najbardziej szalonych latach mojego życia. Stała na czatach gdy pierwszy raz z chłopakiem się całowałam. Pocieszała w szkolnej toalecie gdy los był mniej łaskawy. Byłyśmy jak jedno, gdzie ona tam ja, i na odwrót. Nigdy o niej nie zapomnę. Mimo to teraz jest cisza.
Kasia. Nawet nie pamiętam jak się poznałyśmy. Wiem gdzie, nie pamiętam jak. Nie pamiętam naszej pierwszej rozmowy, podania rąk, wymiany imion. Nie wiem jak ta przyjaźń się narodziła. Kiedyś i u nas cisza nastała.
I trwała, i trwała ... aż Gabryś ją w szpitalu przerwał.
Bo jak w ten dzień, gdy matką zostałam, do Niej nie zadzwonić?
To nic, że rok prawie minął. Że to ja się na amen obraziłam. Że jakieś niedomówienie, na czas niewypowiedziane słowa między nami zawisły. A później już za późno... złość, smutek, obraza. Trudno, że przykrość (zapewne) jej sprawiłam, i w dniu ślubu, obok nie stałam. Muszę jej powiedzieć, choćbym miała sygnał końca połączenia usłyszeć.
Kontaktu w telefonie brak, bo w złości usunęłam. W pamięci nie ma przycisku Usuń. Ten numer 8 lat wybierałam. Naciskam klawisze, wystukuje znane cyfry ... w żółądku obawę czuję, że może ... i jej głos słychać... „Kasia chciałam Ci powiedzieć...” i tak nagle puzle przyjaźni na nowo złożone. Dzięki Gabrysiowi. Choć on wtedy taki malutki, dnia nie miał, i spał.

W dzień, gdy ciszę przerwałam, moja Kasia stała się Ciocią Kasią. Bo tak to juz jest chyba, że jak dziecko się rodzi, to wszyscy na nowo są nazywani. Mama staje się babcią. Tata dziadkiem. Kamil został Tatą, a ja Mamą. Nawet wczoraj gdy do Kamila dzwonić chciałam wybrałam kontakt: Tata. Znaczy Taty mojego.
A pamiętam naszą rozmowę pod koniec ciąży, w której stwierdziliśmy jak to dziwnie nazywać inaczej się teraz będzie. A to natura taka. Samo wychodzi.

I choć to o Gabisiu blog, to i o Cioci chwilkę być musiało. I nie dlatego, że piękne rzeczy Gabrysiowi na szydełku cuduje, ale dlatego, że jest; i jest ważna w życiu jego mamy. A gdyby nie on, to pewnie już kobiece zacietrzewienie ciszy przerwać by nie dało.
I żal by pozostał. I cisza niepotrzeba nikomu.


dodaj komentarz

Komentarze: 4.