Koniec karmienia piersią

Data dodania: 2012-05-29

Gdy byłam w ciąży często słyszałam pytanie "Będziesz karmić piersią?". Zazwyczaj odpowiadałam "Nie wiem", "Może", "Raczej nie", "Boję się"...

Gdy po cięciu leżałam na sali pooperacyjnej najbardziej bałam się pierwszego podniesienia i tego, że dadzą mi dziecko do karmienia...

Pierwsze przystawienie; zamknęłam oczy i zacisnęłam zęby ze strachu i po chwili bólu ...

Po 2 dniach miałam całe brodawki w strupkach i rankach, sączyła się krew. Każde przy przystawienie to były łzy, syczenie, tupanie nogami w podłogę...

Po 2 tygodniach wielka radość z karmienia. Satysfakcja "Tak, to ja właśnie karmię moje Dziecko"... ten niezapomniany widok... jedyne w swoim rodzaju uczucie gdy maluszek tylko przy piersi się uspokaja, wycisza, zasypia; gdy jestem mu potrzebna w każdej sekundzie dnia i nocy...Razem śpimy, on we mnie wtulony, wiecznie szukający piersi...maratony w łóżku, kiedy godzinami się w niego 'wgapiam' ... i te filmowe, kiedy już mam dosyć i chciałabym chwili dla siebie, bez ssaka przy piersi.

Po 2 miesiącach pierwsze poważne dokarmianie sztucznym mlekiem. Pamiętam, jakby to było przed chwilą. Siedzę przy stole w dużym pokoju. Tata na kanapie daje dziecku butelkę. 120 ml sztucznego mleka. Moje łzy jak grochy...ale waga rusza w górę, ale dziecko spokojnie zasypia w swoim łóżeczku.

Z jednej butelki rano, zrobiła się butelka rano i wieczorem, później doszła butelka w południe, kolejna popołudniu...z dokarmiania butelką zrobiło się dokarmianie piersią. Ale jeszcze karmiłam... jeszcze noce były nasze, kiedy maluszek tylko się w łóżku powiercił, i już byliśmy na kanapie wtuleni w siebie, i Gabiś śpiący przy piersi.. Te chwile dla mnie najdroższe!

Ostatni raz tak naprawdę Gaba nakarmiłam u mojej mamy w poniedziałek tydzień temu. Gab marudził. Wzięłam go z dworu i ładnie się przyssał i jadł..było spokojnie i cudnie. Magicznie jak zawsze dla mnie. Siedziliśmy na kanapie, w dużym pokoju. On ssał, rączką trzymał mój palec. Nogami przebierał. Oczy mu to się zamykały, to otwierały i błądziły po pokoju.

Później jeszcze wiele razy próbowałam go dostawić, nawet wczoraj, ale jest wrzask, płacz, wyginanie, odpychanie. Mleka coraz mniej, prawie nie ma.. nie ma nawet potrzeby odciągać laktatorem.

Przykro mi.

Na szczęście Gabryś to mały łasuch i cieszy go zarówno widok butelki jak i łyżeczki. I ssie smoka, co mnie cieszy, bo w razie płaczu mam go jak pocieszyć.

Dziękuję, za każdy dzień, w którym dane mi było karmić. Cieszę się bardzo z tych tylko naszych chwil. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś przyjdzie mi dokonać cudu urodzenia dziecka i wtedy od pierwszego dnia, od pierwszej minuty,  zrobię wszystko, aby udało się je karmić moim mlekiem.


dodaj komentarz

Komentarze: 1.