Parówka

Data dodania: 2013-02-26

Palce u rąk Gabriel ma moje. Fakt ten potwierdzony został już w szpitalu wspólnie z Kamilem. Nie można było bowiem pomylić tego grubaśnego, parówkowatego palca wskazującego
z żadnym innym palcem na świecie. Słowo: identyczny jak u mamy.
Palec parówka, jest jednym z najważniejszych obecnie w życia Gabrysia kanałów komunikacji ze światem. Pokazuje nim różne rzeczy, pytając „cjo tjo?”. Gdy światło zgaśnie wskazuje palcem na włącznik, że włączyć trzeba. Próbuje nim kaszy, zupy i deseru. Jeździ po ekranie iphone’a przestawiając ikony. Naciska przyciski w swoich zabawkach. Pokazuje zwierzęta w książkach; przewraca ich strony. Wskazuje oko, nos, zęby, gwiazdkę do szyby przyklejoną. Ptaki za oknem na dach bloku lecące. Samochody na ulicy jeżdżące. Ogórki kiszone w beczce, co je zawsze razem na bazarze kupujemy. Gdy chce dostać ciastka, staje pod szafką gdzie leżą i pokazuje palcem.

A dzisiaj głaskał. Głaskał przez pół nocy. Plątał się ten palec parówka w moich włosach.
Bo Gabiś leżał z nami w łóżku, gorączką rozpalony, płaczący co 5 minut. A my po obu jego stronach. Jego rodzice. Wpatrzeni w śpiącą, z bólu cierpiącą, twarz syna. Gotowi podać smoczek. Wodę. Utulić w ramionach. Kołysankę zaśpiewać. Nie spać gdy on nie śpi; łapać sen gdy spokojniej oddycha. Zerwać się po lekarstwo gdy zakwili. Piosenkę na youtubie o 2 nad ranem puścić, aby je w spokoju wypił.

A rano z niepokojem czekać aż oczy otworzy. I mieć jedno marzenie: niech się znów uśmiechnie. My, jego rodzice.


dodaj komentarz

Komentarze: 1.

Miska makaronu

Data dodania: 2013-02-23

Dzisiaj byliśmy na przyjęciu urodzinowym wujka Kacpra. Wujek Kacper skończył 9 lat. Sto lat!

Gabryś, jak na prawdziwego urodzinowego gościa przystało, jadł co do stołu podawano.
I co znalazł na podłodze. I wypatrzył na talerzach innych lub w kuchennych zakamarkach.
Miskę makaronu. Zjadł. Jakby tego krupniku (z mięsem, na gęsto!) o 14 nie było, owoców o 10,
a rano michy kaszy jaglanej na mleku z domowej roboty sokiem malinowym.
Porcję mięsa z rosołu. Zjadł.
Miskę makaronu. Zjadł.
Serek waniliowy. Zjadł.
Miskę makaronu. Zjadł.
I poprawił paluszkami, które naprędce z soli oczyszczałam. I biszkopotami.

I już mnie nie dziwi, że pajac do spania (oczywiście wcześniej kasza i mleko na dobranoc), miesiąc temu kupiony, dziś z trudnością dopinałam. Już mnie nie dziwi to.
 

I tylko łezka w oku się kręci, bo to maleństwo moje, co rok temu, gdy Kacper 8 świeczek zdmuchnął, tylko przy piersi leżało - dzisiaj rączkę na ‘dzień dobry’ wszystkim podało. Pięknie do ‘sto lat’ zatańczyło. Brawo z innymi goścmi biło. Piątki przybijało. Uśmiechy rozdawało. Na koniec ‘papa’ zrobiło.
Nieskromnie przyznaję - fajny z niego jest gość.


dodaj komentarz

Komentarze: 4.

Cienie, cienie, cienie...

Data dodania: 2013-02-22

Każdy człowiek ma cienia. Ja mam aż trzy.
Pierwszy z cieni jest moim cieniem własnym i prywatnym. Nie rozstaję się z nim od urodzenia, żyjemy sobie w całkowitej symbiozie i pokoju. Cień i ja sobie nie przeszkadzamy. Prawdę mówiąc, gdy czasami znika, a dzieje się to niezwykle rzadko, odczuwam nawet lekki niepokój. Na szczęscie zaraz się pojawia i sielanka trwa dalej. Kilkanaście miesięcy temu, zapowiedzianie – a jakże, pojawili się Cień Numer 2 wraz z Cieniem Numer 3. Warto w tym miejscu napomknąć, że Cień Numer 3 jest przy tym również cieniem Cienia Numer 2.
Występują zawsze w parze, a Cień Numer 3 nie narzuca się za bardzo. Co nie zmienia faktu iż.
Nie odstępują mnie na krok.
Wszystko bacznie obserwują.
Czas mój absorbują.
Czasami nawet fizycznie uczepią się nogi i nie ma rady: Cień Numer 2 (i 3) trzeba nosić! Nawet jak kręgosłup boli. Tak, tak, bo Cienie te nie uznają chorobowego; nie można wziąć od nich urlopu ani dnia na żądanie. Do tego są niezwykle wymagające. Przykładowo Cień Numer 2 wymaga odpowiedniej diety, higieny, częstego przebierania, przewijania, zabawiania, wożenia na spacery, czytania, pokazywania, przytulania, całowania. Pochłania przy tym znaczną cześć budżetu domowego.
Oczywiście, że nie znosi sprzeciwu! Nudy. Lenistwa. Nic nie robienia też. Ani tego, abym miała chwilę dla siebie. Wszelkie próby ucieczki od Cieni są ostro krytykowane, a wyrażane przez płacz, łzy i smutek.
A najgorszy z tego jest smutek. Czy wiecie, że Cień Numer 2 jest właścicielem pięknych, wielkich, niebieskich oczu, które, gdy smutne, chwytają człowieka za serce? A wtedy nie ma rady, trzeba skapitulować, bo inaczej serce pęka.

I mimo, że kocham Cień Numer 2 (i 3) nad życie, i nieba bym im uchyliła, gwiazdkę najprawdziwszą podarowała, o czym co wieczór zapewniam kołysankę do ucha śpiewając, to bardzo, bardzo bym chciała, aby te Cienie, 2 i 3, choć w ubikacji mi odpuściły...


dodaj komentarz

Komentarze: 5.

Spodnie będziesz miał na szelkach

Data dodania: 2013-02-20

Gabiś śpi w swoim łóżeczku. Za oknem pada śnieg. Tak mi się wydaje, bo okno zaparowane, ale widać, że jest biało...
Zasnął, jak zawsze ostatnio na - a nie pod – kołdrą, więc, żeby nie zbudzić, przykrywam go swoim szlafrokiem. Wypluty smoczek leży na podłodze. Zbieram grające zabawki z podłogi na wypadek, gdyby któryś z kotów wpadł do pokoju.
Cicho zamykam drzwi.
Na palcach wycofuję się do dużego pokoju. Spotykam kota Klemensa, któremu wzrokiem daję znak, że miauczenie to w tej chwili ostatnia rzecz jaką powinnien uczynić. Czemu zawsze jest tak, że koty miauczą jak Gab zaśnie? Albo jak zasypiamy my? Cały dzień potrafią przespać w szafie, na krześle lub oparciu kanapy grzejąc się przy kaloryferze; ale zawsze gdy nadchodzi pora spania, zaczynają się miauki. Na szczęście dziś chyba zrozumiał i tylko otarł się o moją nogę.
Siadam na kanapie i myślę co powinnam zrobić. Wreszcie chwila tylko dla mnie. Żeby odpocząć.
W spokoju pokroić warzywa do zupy. Umyć lustro w łazience, żeby Gab nie wdychał oparów płynu do mycia szyb. I podłoga! Ona aż woła „Umyj mnie, umyj”, chociaż wczoraj przecież myta...
Z precyzją Perfekcyjnej Pani Domu, a zapałem lenia Brzechwy zaczynam więc sprzątać.
Zbieram pieluchy z suszarki. Składam ubranka. Jeszcze wczoraj prasowałam śpioszki i kaftaniki, a teraz spodenki, koszulki, bluzy, skarpetki. Prawdziwie chłopięca garderoba! I te pieluchy już nawet niedługo potrzebne nie będą; nawet nie zdążę się obejrzeć.
Tak szybko czas ucieka, jak ogień na świeczce tortowej zdmuchnięty. „Pomyśl życzenie”, i już ...
Niby płynie wolno, dzień ciągnie się za dniem...
Czasem minuty tak wolno mijają, szczególnie gdy Tata wraca później z pracy i czekamy z nosami przyklejonymi do szyby. Albo gdy atak gniewu i histerii nas zaskoczy w sklepie, bo nie chciałam kolejnej 2-złotówki do bujaka włożyć...
i nagle wszyscy na nas patrzą, a ja bym wolała zniknąć, a nie zbierać syna z ziemi.
Gdy kaszę rano za gorącą zrobię, a dziecko jak wilk głodne, bo przecież zawsze rano jest kasza ... to wtedy właśnie ona tak wolno stygnie, ta para tak wolno ucieka... I gdy gorączka nas nawiedzi,
i lek podamy, to te minuty zanim zacznie działać, jak wieczność. Albo gdy kolejka do kasy, a Gabiś już się niecierpliwi w wózku. 

A to oszust taki, ten czas.

Bo mimo, że wolno płynie - to - ucieka tak szybko, że nawet nie wiem, kiedy przestałeś cały dzień przy piersi spędzać, kiedy z tych śpioszków wyrosłeś, szynkę jeść zacząłeś... i na nocnik usiadłeś.

A to ostatnie akurat wiem, bo dzisiaj pierwsza próba nocnikowa – ku potomności: zapisane
w zeszycie mamy...


dodaj komentarz

Komentarze: 2.

Krótka recenzja - może ktoś skorzysta :)

Data dodania: 2013-02-18

biblioteka malucha, książki dla najmłodszych, księga dźwięków, soledad bravi

Gabrysia nie interesuje jeszcze czytanie książek. On lubi je oglądać, strona po stronie, następnie rzucić w dal, wziąść kolejną z półki i oglądać, strona po stronie...
Gdy zaczynam czytać, nie - nie zaczynam, bo już jesteśmy na kolejnej stronie ;-) Zazwyczaj więc nasze "czytanie" to moje opowiadania, w żołnierskich słowach, co widać na ilustracji: „Widzisz to jest świnka, świnka robi chrum-chrum”.
O tak! Dźwięki to coś co Gabryś uwielbia najbardziej. Gdy mówię „Gabiś króliczek robi kic-kic-kic” (intonacja jest bardzo ważna!) to zaśmiewa się, gdy udaję świnkę, psa czy kota - jest wniebowzięty. Szukałam więc niebanalnej pozycji, która będzie odpowiedzią na dzisiejszą potrzebę mojego małego czytelnika.
I znalazłam.
Nie, nie jest to kolejna świecąco - grająca książeczka. Nic się w niej nie błyszczy, nie ma różnych tekstur do dotykania, wystającej głowy konia, plastikowych oczu, czy przycisku dźwiękowego, który bajkę przeczyta za rodziców.
Ma za to piękne ilustracje. A te okraszone są informacją jaki dźwięk wydaje to, co zostało na nich przedstawione. Teraz strona po stronie Gabryś ogląda, a jest co – bo „Księga dźwięków” ma aż 112 kartonowych stron, a ja wydaję dźwięki: „kwa kwa, bim bom, cśśśś, piii”... Zabawa na kilka długich minut dla nas obojga.
Narazie słucha, z uwagą i uśmiechem, ale mam nadzieję, że już za parę tygodni wspólnie będziemy naśladować odgłosy świata. Dzięki tej książce będziemy mogli to zrobić, bo już wiemy jaki odgłos wydaje nie tylko myszka, koń, czy krowa, ale również szpinak, a nawet gniazdko elektryczne :-)

A tata zapamiętał, że koza robi "mee", a owieczka "bee", a nie na odwrót!

Jedynym minusem książki, jest to, że już po kilku dniach używania zaczynają się rozklejać strony na grzbiecie. Wydaje mi się, że za tę cenę, i biorąc pod uwagę fakt, że to książka dla dzieci najmłodszych wydawnictwo Dwie Siostry mogło się bardziej postarać... co nie zmienia faktu, że zawartość piękna.


dodaj komentarz

Komentarze: 2.

Spadł...

Data dodania: 2013-02-16

Zawsze gdy dzieje się coś złego jesteśmy w domu oboje. Czy to moja czujność wtedy usypia, czy liczę, że "tata przypilnuje"... Nie wiem.

Bawił się na łóżku. Przewracał, turlał, skakał. Stałam obok. Asekurowałam. I nagle. Tak szybko leżąc na plecach zaczął się przemieszczać... i już głowa znalazła się za łóżkiem... jeszcze nogę chciałam chwycić... i zwolniony film:  spada prosto na główę. Krzyk mój. Jego płacz. Nie mogę się ruszyć. Wołam o pomoc. Krzyczę "Nie ruszaj go, a jak ma coś złamane".

I już jest na rękach. I płacze. A ja z nim. Nie wiem, które bardziej... Po minucie już roześmiany,
a mi łzy ciurkiem po policzkach płyną. Bo gdyby coś więcej, niż ten siniak ...


dodaj komentarz

Komentarze: 2.

Urlop wychowawczy

Data dodania: 2013-02-15

Kiedyś znowu będzie tak, że nastawię budzik.

Wyprasuję bluzkę. Założę szpilki. Pomaluję oczy cieniem i starannie wytuszuję rzęsy.

Wypiję latte z kubka tekturowego w drodze do pracy.

Obiad zjem na mieście plotkując z koleżanką.

Wypiję 10 herbat, sama, z filiżanki.

Znowu pójdę na spotkanie biznesowe, będę tłumaczyć, dyskutować i notować.

Będę mieć deadliny. Robić plany. Ustalać. Ledwo się wyrabiać.

Przelew co miesiąc na konto dostanę.

Słowo 'weekend' znów mocy nabierze; gdy mój urlop wychowawczy się skończy, a Ty pójdziesz do przedszkola.

A jutro?

Jutro znowu wstanę, gdy Ty wstaniesz. W brzuszek Cię połaskoczę, bo nigdzie się spieszyć nie będziemy. Na spacer leniwie pójdziemy, krok za krokiem. Kaczki w parku nakarmimy.
Chleb w ulubionej piekarni taty kupimy. Wrócimy do domu i obiad razem zjemy. Książeczki pooglądamy, gazetę podrzemy na kawałki, bo to takie fajne! Dom ogarniemy. Pranie rozwiesimy.
I uczyć się będziemy "gdzie jest brzuszek? gdzie noga? jak kaczorek robi?".

Gdy się przewrócisz podbiegnę i mocno Cię przytulę. Łzy z policzka wytrę i pocałuję, bo wiadomo, że gdy mama pocałuje to już nie boli. I będę przy Tobie gdy ząbki dokuczać będą. I gdy spytasz "cio tjo?" wskazując na doniczkę to ja Ci odpowiem.

Czasem zmęczona jestem niezmiernie, gdy godzinę trzymam Cię na rękach, bo światło chcesz gasić i zapalać, gasiś i zapalać, gasić i ...  to najszczęśliwsza jestem będąc z Tobą w domu.
Wiem, że to tylko krótka chwila w moim życiu, ten urlop wychowawczy, jak zmiana strony
w książce, a dla Ciebie to kroki milowe, które nie kto inny, a Mama pomaga Ci stawiać.


dodaj komentarz

Komentarze: 2.

homo sapiens

Data dodania: 2013-02-13

Jest naszym synem. Na usg w 20 tygodniu ciąży lekarz potwierdził obecność mózgu. W wieku 10 miesięcy przyjął wyprostowaną postawę ciała. Chodzi na dwóch nogach. Ma nawet przeciwstawny kciuk, a dłonie jego zdolne są do chwytania - mały homo sapiens.

A na potwierdzenie, od dwóch dni, wytwarza sobie narzędzia! I to jakie narzędzia.

Bierze mop. Łapie za jeden koniec, a drugim strąca szampony, odżywki, płyny i sole do kąpieli z drugiego brzegu wanny. Przy tym wszystkim krzyczy jak na prawdziwego zdobywcę świata (szamponów) przystało.

Za każdym razem, gdy wymyśli coś nowego w tej swojej małej główce, zachwyca mnie.

Zachwyca mnie jak codzień się zmienia, rośnie, dorośleje. Wyrasta z niego mały mężczyzna, i to jaki fajny!


dodaj komentarz

Komentarze: 1.

Jedziemy do babci

Data dodania: 2013-02-07

Pada śnieg. Białe płatki wirują, tańczą w powietrzu i w końcu spadając rozbijają się o szybę. Z lewej strony jakaś pani trzyma chłopca za rękę. Idą w stronę przejścia. Dziewczyna wciska guzik "Chcesz przejść, nacisnij przycisk". Ktoś inny wyrzuca tlący się niedopałek w kałużę.

Pomarańczowe, zielone i jedziemy.

Siedzisz z tyłu w foteliku, z taką starannością wybranym, po tylu telefonicznych debatach z ciociami i ... zasypiasz. Ssiesz smoczek, którego może i już nie powinnieneś mieć, ale przecież właśnie ten ząb kolejny tak bardzo Ci dokucza!

W radiu leci polska muzyka, jak lubię. Mój czas. Ile to razy nacisnęłam w życiu sprzęgło i zmieniłam bieg na jedynkę? Uwielbiam prowadzić samochód. Kiedyś jeszcze obowiązkowo musiałam palić papierosa, i rozmawiać przez telefon. Wszystko naraz. W biegu. Bez sensu. Bez zastanowienia.

Ale nie dziś. Nie teraz.

Teraz jestem w 100% skupiona na jeździe. Bacznie obserwuję sytuację na drodze. Wyprzedzam w myślach czyny innych kierowców. Analizuję i przetwarzam dane na bieżąco,jak najnowszy komputer z nieograniczoną pamięcią.

A obok - inni. Od których też zależy twoje bezpieczeństwo.

"Co ta baba, w tym czerwonym Oplu wyrabia? Czy ona się maluje? Nie - smaruje ręce kremem. Kobieto skup się na jeżdzie."

"A ten facet obok zerka na gazetę. No nie!".

"Dlaczego on jedzie 100, jak ograniczenie do 60!".  

A przecież ja wiozę swój skarb najdroższy. I tysiące skarbów wokół nas. I życzyłabym sobie, żeby każdy kierowca skupił się na jeździe. Chwilę pomyślał, nie szarżował.

A ty tak spokojnie w tym foteliku śpisz...


dodaj komentarz

Krótka pamięć

Data dodania: 2013-02-04

Cały dzień wycia.

Daj to, nie to - tamto... albo to.. nie, tak, nie, tak, jednak nie...

Weź na ręce! Weź na ręce! Weź na ręce! Weź na ręce!

Mama! tylko mama! Mama! Nie tata - mama.

Chcę wejść na stół. Natychmiast muszę wejść na stół! Albo na okno. Zawisnąć na lampie. Nie - na sufit.

Albo wejdę na sufit albo będę krzyczał. Aaaa!

I tak cały dzień.

Oszaleć można, popłakać się z niemocy, walić głową w ścianę i w końcu, z rezygnacją, nosić i tulić.

A wieczorem...

Wieczorem pijemy herbatę.

Tą ulubioną, earl greya z cytryną i miodem.

Na komodzie palą się świeczki, o które tata zawsze dba.

W domu cisza. Błoga cisza i spokój.

Ja: Ale on się śmiał jak go łaskotałeś!

Tata G.: E tam, bardziej jak Ty go stopą łaskotałaś.

Ja: Ale chichotał! Słodziak nasz jedyny, kochany.

Tata G.: I jeszcze brał tą Twoją stopę, żebyś go bardziej łaskotała.

Ja: No, śmieszne to było... Kurcze, cały dzień się darł, i już człowiek nie pamięta, tylko wspomina jak się przez 3 minuty śmiał.

Tata G.: Ano

Ja: Straszne, co?

Tata G.: Co straszne? Chyba to jest właśnie najlepsze?

Ja: Najlepsze? Żartujesz! Najgorsze, bo szybko o tym co złe zapominasz, i zaraz Ci się drugiego dzieciaka zachce ...


dodaj komentarz

Komentarze: 2.

Ósmy pasażer jamy gębowej

Data dodania: 2013-02-03

Łyżeczką stuk - brzdęk.

Łyżeczką stuk - brzdęk.

Łyżeczką stuk - brzdęk.

Łyżeczką stuk - brzdęk.

Łyżeczką stuk - brzdęk.

Łyżeczką stuk - brzdęk.

Łyżeczką stuk - brzdęk.

Łyżeczką stuk - brzdęk - jest ósmy ząb (lewa dolna dwójka).

 

PS Pierwsze samodzielne wdrapanie się na krzesło przy stole - ku rozpaczy rodziców - zaliczone.


dodaj komentarz

Urodziny Taty

Data dodania: 2013-02-02

I staliśmy tak, we dwójkę, trzymając się za ręce. "Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam!"

I kiwałeś się na boki w takt. Bo tańczysz zawsze, gdy tylko muzyka zagra, melodię usłyszysz.

A Tata patrzył na nas. I wcale nie miał łez w oczach, bo on nie z tych co się wzruszają. Ale patrzył.

A Ty szczęśliwy, uśmiechnięty, w oczach radość, że w trójkę jesteśmy, że śpiewamy. Jak Ci nie wiele potrzeba.

I przytuliliśmy Tatę.

I mimo, że dwadzieścia osiem lat Tata skończył, to jakby dwa, bo przecież od kiedy jesteś, czas na nowo liczymy.


dodaj komentarz

Komentarze: 1.